Jak kłócić się mądrze i asertywnie?
W miłości możemy wpadać w gniew, ale jej przeciwieństwem jest obojętność!

Parom często wydaje się, że kłótnie są znakiem, że związek się rozpada. Tymczasem gniew i frustracja nie są przecież przeciwieństwem miłości. Jest nią obojętność. Zagrożenie tkwi nie tyle w konflikcie, co w omijaniu tematów, w których się różnicie. Nie ma na świecie dwóch osób, które zawsze będą zaspokajały swoje wzajemne potrzeby.

Zauważasz że unikasz kłótni z partnerem w obawie przed rozstaniem?

Niesłusznie, różnice zdań nie niszczą relacji, a ją budują. To właśnie konfrontacja pozwala nam porzucić wyobrażenia o idealnym partnerze i zobaczyć go, jakim jest naprawdę. Co nas łączy, a co dzieli? Jak się kłócić, żeby wciąż łączyło?

Zdaniem znanej psychoterapeutki amerykańskiej Ester Boykin, zajmującą się terapią par i rodzin - podstawowym czynnikiem stanowiącym zagrożenie dla związku jest unikanie konfliktów. Owszem: unikanie konfliktów, nie ich obecność. Zaobserwowała, że zwykle pary, którym nie można już pomóc, przestały ze sobą rozmawiać. Tam, gdzie są emocje, jest wciąż nadzieja.

Dlaczego kłótnie mogą być dobre i jakich zasad trzeba bezwzględnie przestrzegać?

Sensowna kłótnia to nie wrzaski. Przekrzykiwanie się nie jest najlepszym sposobem budowania bliskości. Kłótnia ma największy sens, gdy potraficie rozmawiać w asertywny, nieagresywny sposób. Jakakolwiek jednak jest, świadczy o istniejącym zaangażowaniu partnerów. Dopiero gdy zaangażowanie wygasa, oznacza to, że partnerzy wycofali energię ze związku, a relacji może zacząć brakować paliwa. W tym paliwa, aby go ratować.

Związek symbiotyczny - ja i ty to jedność?

W naszej kulturze wciąż pokutuje przekonanie, że dobre związki żyją w ciągłej zgodzie, że nie zdarzają się im kryzysy. Ot, harmonijna sielanka. Popkultura definiuje miłość jako zakochanie, czyli dwie zapatrzone w siebie osoby, które zawsze myślą i czują to samo.

W psychologii taki związek nazywa się symbiotycznym. Jego pierwowzoru należy upatrywać w całkowicie zależnej relacji matki i noworodka, w którym niemowlę nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że nie jest jednością z rodzicielką. W relacji dwojga dorosłych symbioza ma prawo bycia w pierwszej fazie zakochania. Potem staje się nierozwojowa. - Dojrzała relacja zaczyna się, gdy uczestniczą w niej dwie odrębne osoby ze swoimi światopoglądami, zainteresowaniami, światami. Czyli gdy da się wyodrębnić dwa różne "ja".

Etapy miłości - od zakochania do rozpadu? A może są też inne ścieżki?

Gdy kończy się okres zakochania, zaczynamy dostrzegać więcej różnic między sobą i partnerem. Ta druga osoba może nas zacząć irytować. Nieodłączną częścią dojrzewającej miłości jest to, że pojawia się dużo tarć. Pokazują one, że spotkały się dwa różne światy. Z takiej perspektywy, a nie ze zlania dwóch osób czy traktowania partnera jako przedłużenia siebie, może pojawić się coś wartościowego. Przez to, że ktoś jest inny, może nas ciekawić.

To, czy jesteśmy chętni doświadczyć tej inności mówi wiele nie tyle o związku, co o nas samych. Co konkretnie?

Relacja z partnerem - zwierciadło relacji ze sobą

- Sposób budowania relacji z partnerem odzwierciedla twój sposób budowania relacji z samym sobą, światem, innymi ludźmi - podkreśla większość kierunków terapeutycznych.

Gdy zamiast patrzeć na to, co się dzieje między tobą a partnerem, kreujesz sobie obraz tego, jak powinno być, to nie widzisz już tej drugiej osoby. Nie jesteś w związku, a raczej we własnej głowie. Jeśli ktoś ma wyidealizowany obraz tego, co ma się dziać w związku, to prawdopodobnie na co dzień też raczej wymyśla rzeczywistość niż w niej uczestniczy.

Unikanie konfliktów prowadzi do pseudobliskości, w której ludzie nie mogą się naprawdę spotkać. Ale żeby relacja mogła się rozwijać, tak kontakt, jak i konflikt muszą być możliwe. Do tego potrzeba mocnego ugruntowania w sobie. Gdy brakuje nam wewnętrznej stabilności, możemy się obawiać ujawniać różnice - zwracają uwagę terapeuci.

Jeśli związek ma dobre podstawy, kłótnia mu nie zagrozi. Doświadczenie przejścia przez konflikt może:
budować poczucie bezpieczeństwa,
stanowić potwierdzenie, że relacja nie jest domkiem z kart, który zawali się przy słabszym podmuchu wiatru, a solidniejszą konstrukcją.

Co jeśli się wywróci? W takim wypadku mieszkanie w nim i tak byłoby czekaniem w strachu, kiedy dach zawali ci się na głowę. Następnym razem może zbudujesz stabilniejsze fundamenty. A są nimi: budowanie siebie samego i swojego życia, tak żeby stać na własnych nogach. Mocny fundament to ty, nie partner.